Parafrazując słowa znanej piosenki Jerzego Stuhra może nieco przewrotnie powiem: Ale właśnie o to chodzi jak co komu wychodzi. I niech to stanie się mottem naszych dalszych rozważań.

Jednak na samym początku wypada powiedzieć słów kilka o samym rządowym programie. „Wsparcie w starcie” to program powstały z inicjatywy rządowej, która jest realizowana przez Ministerstwo Pracy i Polityki Socjalnej wspólnymi siłami z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Celem programu jest udzielenie taniej pożyczki wszystkim tym, którzy chcieliby założyć swój pierwszy biznes. Ale uwaga. Muszą to być osoby posiadające status studenta, absolwenta lub bezrobotnego. Rząd wyasygnował na ten cel 140 mln złotych. Maksymalna kwota kredytowania wynosi 75 tysięcy, a maksymalny okres kredytowania to 7 lat. Oprocentowanie jest rzeczywiście niskie, bo 0, 5% w skali roku, ale…

O to chodzi jak co komu wychodzi. Mimo kampanii informacyjnej w mediach zainteresowania nie ma prawie wcale. Do stycznia 2015 roku wniosków złożono jedynie 200. Z czego pozytywnego rozpatrzenia doczekało się 166 i pożyczono zaledwie około 10 mln złotych.

Co się stało? Proszę Państwa proszę się nie bić. No dobrze dość tej ironii. Gdzie popełniono błąd?

Błędu nie popełniono żadnego. Polacy nie są też darmozjadami, którzy liczą jedynie na dotacje z UE. Wygrała jedynie ogólnoeuropejska tendencja wyczekiwania w kryzysie albo raczej po kryzysie. Nikt nie chce brać pożyczki i podejmować ryzyka. Wszyscy czekają na bardziej wyraźne i znaczące oznaki ożywienia gospodarczego. Czy decyzja EBC o luzowaniu ilościowym i wypuszczeniu większej ilości pieniądza na rynek przyniesie efekty? Nie wiadomo. W Polsce muszą ulec redukcji również koszty prowadzenia działalności gospodarczej.

Na razie ogłaszamy nie sukces lecz falstart.